

Orlęta Łuków rozgromiły Dwernickiego Stoczek Łukowski 4:0. Bramki dla naszego zespołu strzelali Artur Gaj, Paweł Szlaski, Piotr Ozygała i Grzegorz Orzyłowski. W barwach rywali oglądaliśmy Krzysztofa Skrzymowskiego, który jest nawet kapitanem jedenastki ze Stoczka i Waldemara Matyjaska.
IV liga, 22 sierpnia 2010, 17:00 - Łuków
Orlęta Łuków - Dwernicki Stoczek Łukowski 4:0 (2:0)
Gaj 24, Szlaski 38, Ozygała 85, Orzyłowski 88
Orlęta: Łuszczyk - Szlaski, Izdebski, Ozygała, Matuszewski - Wryk (90 Fortuna), Grula, Buga (87 Wróbel), Purzycki (62 Romaniuk) - Markowski, Gaj (68 Orzyłowski)
Dwernicki: Baczewski – Kołodziej, Konieczny, Moreń (75 Lisiewicz), Kot (65 Mazurek), Trojanek, Kowalski, Matyjasek, Osiak (70 Krukow), Kajka, Skrzymowski (85 Wypych)
Żółte kartki: Orzylowski (Orlęta) - Osiak, Kot (Dwernicki)
Sędzia: Jarosław Śledź (Biała Podlaska)
Widzów: 400
Galeria: Zdjecia autorstwa W.Szczęśniaka (kliknij)
Derby powiatu łukowskiego między Orlętami a Dwernickim miały być okazją dla tych pierwszych na rehabilitację po przegranym meczu w Kraśniku. Rywal był do tego doskonały. Po dwóch pierwszych meczach chyba nikt nie ma wątpliwości, ze Dwernicki to kandydat numer jeden nie tyle do spadku co do zajęcia ostatniego miejsca w tabeli. Klub ze Stoczka pod każdym względem ustępuje konkurencji z reszty regionu. Brakuje piłkarzy ogranych na tym szczeblu, w ogóle jakiekolwiek wzmocnienia były robione metodą łukowską „za pięć dwunasta”. Budżet finansowy też nie pozwoli na akcję w stylu Hetmana Żółkiewka na wiosnę, czyli sprowadzenie armii zaciężnej po serii porażek. Piłkarze ze Stoczka muszą zacisnąć zęby i mimo to walczyć o swoje, a nuż może będą sprawiać niespodzianki. Wszak w futbolu wszystko możliwe.
W niedzielę niespodzianki nie było. Orlęta dominowały nie pozwalając na kompletnie nic rywalom. Nie było może huraganowych ataków, ale mecz dosyć szybko się dobrze ułożył i jakiekolwiek zrywy nie były potrzebne. Goście nie stworzyli żadnego zagrożenia pod bramką Piotra Łuszczyka i nadal nie wiemy na co stać tego golkipera.
Trener Różański nieco przemeblował zespół po meczu w Kraśniku. W ataku obok Artura Gaja zagrał Mateusz Markowski, natomiast Sebastian Matuszewski został nieoczekiwanie przesunięty na bok obrony. Nadal miał jednak więcej zadań w ofensywie, gdyż goście nie nastręczali kłopotów łukowskiej defensywie.
Dwaj nowi w Orlętach. Na pierwszym planie Patryk Romaniuk walczący z Waldemarem Matyjaskiem, w tle Mateusz Markowski.
Pierwszy kwadrans był bezbarwny, po nim Orlęta przyśpieszyły. W 17 minucie zacentrował z rzutu rożnego Sylwester Buga, a wbiegający Sebastian Izdebski strącił piłkę głową w stronę bramki. Dobrze ustawiony Robert Barszczewski instynktownie obronił piłkę na linii bramkowej. Kolejnym ostrzeżeniem był rajd Sebastiana Matuszewskiego, który zakończył się niecelnym podaniem wzdłuż bramki. Trzeciego ostrzeżenia nie było. Był za to gol. Maciej Wryk podał na piąty metr a ten spokojnie wykończył akcję strzałem obok bramkarza. Bramka uaktywniła zawodników Orląt. Wryk strzelił nad bramką, a niepozorne uderzenie Markowskiego bramkarz sparował nad poprzeczkę. W 35 minucie okropny kiks przydarzył się Arturowi Gajowi. Napastnik Orląt wyszedł w sytuacji sam na sam z golkiperem i moment zawahania kosztował go zmarnowanie sytuacji. Ta chwila niezdecydowania kiedy nie wiedział czy strzelać czy podawać spowodowała, ze przewrócił się na piłce i nie mieliśmy kolejnej bramki. Trzy minuty później sprzed pola karnego uderzył za to Paweł Szlaski i piłka wpadła po raz drugi do siatki. Do przerwy mieliśmy jeszcze trzy okazje, w tym kolejny kąśliwy strzał Markowskiego. W 50 minucie wreszcie swoją bramkę mógł strzelić Wryk, dobrze wyszedł na pozycję, ale bramkarz skrócił kąt i piłka trafiła prosto w niego. Kolejne sytuacje Orlęta stwarzały po rzutach wolnych Sylwestra Bugi, który od początku sezonu imponuje w tej materii. Niestety Paweł Grula został zablokowany, a Gaj uderzył nad spojeniem. Szansę w debiucie na bramkę miał też Patryk Romaniuk ale jak koledzy trafił w środek, dokładnie tam gdzie był ustawiony bramkarz. Gdy wydawało się, że utrzyma się wynik sprzed przerwy, Orlęta dostały kolejny rzut wolny. Sytuacja idealna dla Piotra Ozygały: metr za polem karnym, na lewą nogę, bramkarz pod słońce. Skończyło się jak skończyć się musiało. Kolejna piękna bramka do kolekcji kapitana Orląt. Za chwilę potem boisko opuścił Krzysztof Skrzymowski żegnany brawami. Kibice nie zapomnieli o Skrzyni, który przez lata był ich ulubieńcem. Podobnie jak drugi piłkarz w składzie Dwernickiego – Waldemar Matyjasek. Już bez kapitana goście stracili czwartą bramkę. Celną dobitką z główki popisał się inny weteran Grzegorz Orzyłowski. Orzy wszedł z ławki rezerwowych a jego zmiana mogłą być jeszcze cenniejsza, gdyż w doliczonym czasie gry był faulowany w polu karnym , ale arbiter uznał, że symuluje i pokazał mu żółtą kartkę.
Grzegorz Orzyłowski ustala wynik meczu na 4:0
Pierwsze w tym sezonie derby zakończyły się zatem wynikiem 4:0 ale nie zweryfikowały one formy Orląt. Rywal nie postawił silnego oporu, zatem nadal musimy czekać na ocenę naszych możliwości.
Źródło: własne, fot. W.Szczęśniak.

do redakcji
do do 8
do 8
do 8
8 do zawodnika
do 8
zawodnik orlat
8
...
8
Dev
Dev
8
8
sąsiad
http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=37769
asd do sąsiada
sąsiad
asd
PS. nóż się pisze przez ''u'' ale kreskowane :)
R.P
a oto o stali krasni
Wiecej: Rzeczpospolita z 21-22 sierpnia br.
Tylko czekać , aż w Łukowie gruchnie lawina...
wws
cała prawda
– To pieniądze na prowadzenie drużyny seniorów w IV lidze i udział drużyn młodzieżowych w zawodach na szczeblu wojewódzkim. Ale w czasie przeglądania rachunków okazało się, że 30 tys. zł nie zostało wydane zgodnie z umową – mówi Antoni Kwiatkowski, sekretarz Urzędu Miasta w Bełżycach.
Wśród dokumentów, które przedstawił klub, była m.in. faktura z marketu na kwotę 502, 75 zł. Na liście zakupów znalazły się m.in.: 106 puszek piwa, 9 kg kiełbasy, sos cygański, ścierki domowe, uszka z kapustą i grzybami i powidła śliwkowe. Okazało się również, że w styczniu drużyna z Bełżyc pojechała na trzy dni do Zakopanego. Koszt tej wycieczki to ponad 3600 zł.
Kiedy urząd poprosił o wyjaśnienia, otrzymał "drugą wersję" dokumentów.
Czas żeby owad się rozliczył...












